Opis produktu

DSC_0306 DSC_0307 DSC_0308 DSC_0309 DSC_0310 DSC_0311 DSC_0313 DSC_0314

Ania
Każde z naszych dzieci jest darem od Boga
przyjętym przez nas – mnie i męża.
Muszę jednak przyznać, że nie wiedziałam o tym od
początku i nadal odkrywam, co to tak właściwie
znaczy. W każdym razie bardzo pragnęliśmy
każdego z naszych dzieci.
W styczniu 2016 roku ,,myśleliśmy” z mężem o
kolejnym, trzecim dziecku. Miałam trochę obaw.
Pracuję z dziećmi niepełnosprawnymi, więc
większość z nich, które spotykam na co dzień, jest
chora, ma poważne deficyty. W tej sytuacji wydaje
się, że zdecydowanie częściej na świecie rodzą się
dzieci chore, niepełnosprawne…
A może strach przed poczęciem kolejnego
dziecka wynika z mojego egoizmu? Znowu się
roztyję… Już mi tak wygodnie… Mam dwoje
starszych dzieci, które już się sobą zajmą,
„wyszłam” już z pieluch i ciężko znowu do nich
wracać…
Mimo tych dylematów postanowiliśmy z mężem
podjąć to wezwanie…
Niedługo potem zaczęłam krwawić i pojechałam
na izbę przyjęć. Tam lekarka sucho stwierdziła, że
jestem w ciąży – 4 tydzień – ale szanse na dalszy
pozytywny rozwój zdarzeń są raczej marne. Trzeba
czekać…
Wracałam ze szpitala zmęczona po serii badań,
całodziennym oczekiwaniu, z gonitwą myśli w
głowie, gdzie radość i nadzieja przeplatały się ze
strachem i smutkiem. Weszłam do kościoła.
Właśnie rozpoczynała się Msza Święta, więc
zostałam. Ofiarowałam całą tę sytuację Panu Bogu.
On jest Bogiem cudów, dla Niego nie ma rzeczy
niemożliwych. „Niech Twoja wola, nie moja się
stanie.” – tak Mu wtedy powiedziałam.
Po przyjęciu Komunii Świętej usłyszałam głos w
sercu: ,,Ja go przyjmuje w Niebie”. Miałam jednak
gdzieś głęboko nadzieję, że to mi się wydawało…
Nadałam wtedy mojemu dziecku imię Wiktor – po
moim dziadku.
Gdy wychodziłam z kościoła zrodziło się w mojej
głowie pytanie: ,,Czy jest jakiś święty Wiktor?”
Szybko sprawdziłam i okazało się, że jest blisko
osiemdziesięciu świętych o tym imieniu, a
większości bezimiennych ofiar za wiarę pośmiertnie
nadawano imię Wiktor – zwycięzca. Wtedy
zrozumiałam, że głos w sercu nie był wytworem
mojej wyobraźni.
Czekałam jeszcze trzy dni, zanim usłyszałam
diagnozę, że to koniec, nie ma szans na rozwój
ciąży. Czułam się wtedy jak Jonasz połknięty przez
wieloryba, a jednocześnie czułam ogromną bliskość
Boga. Niemal namacalnie doświadczałam, jak Pan
Jezus mnie przytula, jak płacze ze mną, jak
współodczuwa ze mną, jak słyszy i rozumie każdy
mój oddech. Czułam bliskość i wsparcie Maryji. Ona
była ze mną, rozumiała mnie. Przecież też musiała
oddać swego Syna. Czułam, że stoję pod Krzyżem i
jedyne, co mnie wtedy podtrzymywało, to bliskość
Jezusa i wsparcie Maryji.
Na zewnątrz – w pracy, wśród znajomych nikt
nie wiedział, co się działo.
Podzieliłam się tym moim doświadczeniem z
tylko z jedną osobą. Czułam, że tak trzeba.
Wysłuchała mnie, a potem cała we łzach
opowiedziała mi o swoim dzieciątku w Niebie, które
zostało abortowane… Podziękowała mi za
świadectwo i powiedziała, że poczuła ulgę. Wtedy
zrozumiałam, ile jest takich kobiet jak ja, które
straciły swoje dzieci i to właśnie ja mogę im pomóc,
mówiąc swoje świadectwo. Kobiet, którym świat
mówi, że ,,przecież nic wielkiego się nie stało’’, że,,
to się zdarza często’’, że,, następnym razem będzie
lepiej’’ i ,,właściwie, może to lepiej, bo to taka
selekcja naturalna’’. I tak zamiata się to dzieciątko
pod dywan, zagłusza myśli albo wpędza w poczucie
winy. Trzeba mówić, że to jest człowiek, istota
ludzka, syn boży. Trzeba mówić głośno, że to
dzieciątko ma to szczęście, że jest już w Niebie. A
Ty, Twoja rodzina macie swojego orędownika w
Niebie.
Tak, jestem mamą. Marysia ma 5 lat. Jest
wesołą, rezolutną, bardzo wrażliwą i delikatną,
wspaniałą dziewczynką. Antoś to dowcipny, pewny
siebie, wysportowany i pełen ducha walki 3,5-letni
chłopczyk. Wiktor? Właśnie niebawem
przychodziłby na świat. Mam nadzieję poznać Go
bliżej, w swoim czasie…
Ania, mama trojga dzieci

DSC_0315